Praca, zaangażowanie, konsekwencja i marka budują wielkie biznesy – Marta Idczak bez filtra

Marta Idczak przez 15 lat budowała solidną pozycję w marketingu farmaceutycznym i korporacyjnym. Potem porzuciła wszystko i stworzyła markę opartą na… Statku Kosmicznym St-38. Brzmi dziwnie? Początkowo wszyscy mówili: „Po co Ci to udziwnianie”, „Z tego nic nie będzie”. W ciągu 4 lat jej „kosmiczna” marka wygenerowała ponad 3 miliony złotych przychodu i pomogła ponad 10 tysiącom przedsiębiorców w tematach komunikacji marki i biznesu online. 

Od korporacji do „kosmosu”

Sebek od Meta Ads: Przez 15 lat budowałaś solidną pozycję w marketingu farmaceutycznym, pracując dla firm takich jak Neuca, apteki Polomarket, apteki Prima, własna spółka Business Pharm. Napisałaś też książkę o marketingu farmaceutycznym. Potem podjęłaś radykalną decyzję – porzuciłaś stabilną branżę i stworzyłaś markę opartą na metaforze Statku Kosmicznego St-38. Jak wyglądał ten proces? Co sprawiło, że zdecydowałaś się na tak odważny rebrand swojego życia zawodowego?

Marta Idczak: Mam Adhd 🙂 A tak serio – moje życie potoczyło się wtedy tak, że czułam się po prostu nieszczęśliwa. Czułam, że to nie jest jeszcze miejsce w którym chcę być. Że coś mnie jeszcze, mam nadzieję, czeka.

Jeszcze na studiach byłam mocno związana ze światkiem muzycznym i teatralnym i miałam takie chwile zwątpienia, że nie poszłam w tamtym kierunku. Że mogłam występować gdzieś albo sobie śpiewać.

To był impuls, chociaż mało kto o tym wie, do ukończenia szkoły trenerskiej w SET. A drugim impulsem było to, żeby wejść na rynek z marką kojarzącą się ze storytellingiem.

I to mi się udało bardzo. Bo już praktycznie po 4 miesiącach działania byłam wymieniana w czołówce storytellerów w Polsce. Pomimo, że wchodziłam z zerem na koncie z tej dziedziny.

Ale miałam plan. Jako pierwsza w Polsce zrobiłam wtedy warsztaty online storytellingu i jako jedyna oparłam je na narracji podróży na planetę Mars. To była moja jedyna przewaga, ale jak się okazało dosyć znacząca, bo dała mi rozpoznawalność bardzo szybko.

Na tej samej narracji został potem stworzony kurs.

Bardzo szybko założyłam też grupę na Facebooku związaną ze storytellingiem, z której potem zrezygnowałam ale tam mieliśmy świetny vibe i zrobiliśmy razem super rzeczy.

Ten Statek nie jest już taki jak te 6 lat temu i jestem w trakcie kolejnego Rebrandu, ale na pewno był ważną częścią mojego rozwoju.

Sebek: „Po co Ci to udziwnianie”, „Z tego nic nie będzie” – takie komentarze z pewnością nie pomagały wytrwać przy Twojej odważnej decyzji. Czy były momenty zwątpienia? Jak długo zajęło Ci przekonanie rynku do tej nietypowej metafory? Co Cię wtedy motywowało do dalszego działania?

Marta: Wbrew pozorom zwalam to trochę na szczęście, nie tylko na strategię. Aczkolwiek ona grała dużą rolę. Ale szczęście też. Jakoś się to moje życie potoczyło wtedy tak, że dosyć szybko udało mi się – dzięki właśnie dużym wyróżnikom, zbudować rozpoznawalność w swojej niszy i ja nie musiałam bardzo długo przekonywać do siebie.

Natomiast przekonywanie a monetyzowanie to dwie różne rzeczy. I tutaj już tak kolorowo nie było. Takie prawdziwe monetyzowanie tego, co robię przyszło dopiero wtedy, gdy zaczęłam być konsekwentna i zdyscyplinowana w działaniu. Gdy byłam widoczna. Gdy weszłam też mocno w klientocentryczne działanie.

Warsztaty storytellingu były pierwsze, ale potem konsekwentnie stworzyłam ponad 20 produktów cyfrowych. Czyli ja robiłam kursy zanim to było w ogóle modne i kiedy prawie nikt ich jeszcze nie robił.

Natomiast pełne zadowolenie z zarobków przyszło wtedy, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem kimś wartościowym, że mam wiedzę i stałam się bardziej asertywna. Dopiero wtedy zaczęłam zarabiać porządne pieniądze i sprzedawać mentoringi za 15 tysięcy i więcej.

Sebek: W jaki sposób zdałaś sobie z tego sprawę? Czy to był jakiś wewnętrzny impuls, myśl, która dojrzewała w Tobie od dłuższego czasu, feedback od klienta, czy może rada od kogoś, kim się inspirowałaś? 

Marta: W dużej mierze, była to terapia, zobaczenie jak robią to inni i zrozumienie, że u mnie wygląda to bardzo dobrze i nie muszę się niczym przejmować, feedback od klientów też. 

Metoda Statku St-38

Sebek: W ciągu niecałych 4 lat osiągnęłaś przychód przekraczający 3 miliony złotych z produktów cyfrowych. Czy za tym sukcesem stoi konkretna metodologia? Jak podchodzisz do budowania strategii marki dla swoich klientów – czy to proces, który można powtórzyć, czy każda marka wymaga całkowicie indywidualnego podejścia?


Marta: Jeśli chodzi o produkty cyfrowe, większość moich sprzedaży była oparta na przedsprzedaży. To w takim modelu udawało mi się osiągnąć większe przychody. Ponieważ jestem Dinozaurem, który wierzy, że właśnie dzięki budowaniu marki osobistej jesteśmy w stanie sprzedać komuś coś, czego na rynku jeszcze nie ma.

Kampanie z których osiągnęłam wyniki powyżej 140 tysięcy złotych były tym wynikiem właśnie w przedsprzedaży. Dużo też pomogła reklama na Facebooku, bo potem sprzedawałam już w modelach automatycznych. Ale i tak największe sprzedaże zawsze dotyczyły newslettera. To tam, długoletnie budowanie zaufania powodowało większą sprzedaż.

Dlatego ja mam jedną, niezmienną metodę – zrób wszystko aby obserwujący w mediach stał się Twoim subskrybentem w newsletterze. I to na początek w zupełności wystarczy.

Strategia marki zawsze opiera się na jakimś szablonie, na którym działasz bo jest procesem od punktu A do B. Natomiast nie da się stworzyć dwóch takich samych marek w związku z tym, zawsze podchodzę do tego indywidualnie.

Ja specjalizuję się w strategii dla marek osobistych. To nie oznacza, że nie mam w swoim portfolio firm, ale zdecydowanie czuję się w strategiach tworzonych dla personal brandów. I tam mam model współpracy bardzo dopracowany – bo dzielimy pracę na strategię marki i biznesowy wzrost – stąd mentoring pełny u mnie trwa rok.

Ale prowadzę też strategię marki – gdzie zajmujemy się tylko tym w rozszerzonej strukturze – i wtedy to już inny rodzaj mentoringu i jest droższy.

Zobacz też: Jak skutecznie budować lejki sprzedażowe pod produkty high ticket?

Sebek: Jak długo zajmuje Ci przygotowanie strategii marki dla klienta? Czy masz wypracowany proces warsztatowy?

Marta: Strategia wraz z księgą strategiczną, jaką tworzę dla klienta od A do Z – w zależności od tego ile trwa identyfikacja wizualna. Czy jest tworzona z moją pomocą czy jest to osobne zlecenie u grafika, zajmuje kilka miesięcy. Tak mam wypracowany model, środowisko pracy, które tworzę w Notion dla klienta – i jest to wszystko bardzo poukładane.

Ale to również był proces, do którego dochodziłam. Zwłaszcza że moja usługa jest rozszerzona o strategię komunikacji marki – dlatego klient w księdze otrzymuje te dwie rzeczy.

Wypracowanie modelu dyktuje tak naprawdę klient i jego potrzeby. Myślę, że teraz mój klient ma poczucie, że jest jeszcze bardziej zaopiekowany.

Z moimi klientami w większości podpisuję NDA – dlatego proces jest bezpieczny.

Sebek: Często mówisz, że „największym błędem w budowaniu marki osobistej jest myślenie, że chodzi tylko o Ciebie”. Jak w praktyce przekładasz to na konkretne wyniki sprzedażowe? Czy możesz podać przykład, jak zmiana narracji wpłynęła na przychody Twoje lub Twojego klienta?

Marta: To, o co pytasz ma jeszcze głębszą warstwę, od której w zasadzie zaczynałam tutaj budowanie marki. Ale zaczynałam też tak właśnie budować swoje portfolio klientów.

Bo kiedy tworzyłam warsztaty storytellingu, a potem kurs, wyraźnie podkreślałam, że to nie jest historia tylko o Tobie. To zawsze jest historia, z którą ma utożsamić się klient.

Czyli nie opowiadamy po prostu o sobie. To za każdym razem jest coś, w czym ktoś inny powinien się przejrzeć. Wtedy to ma sens. Kiedy łączysz ze sobą swoje doświadczenie z doświadczeniem klienta, lub klienta budujesz jako bohatera swojej historii.

I ja myślę, że sobie z tym poradziłam.

Myślę, że moi klienci, którzy skończyli u mnie warsztaty lub byli na konsultacjach, kursach czy strategii marki też świetnie sobie radzą w komunikacji.

Wystarczy spojrzeć na konta Elżbiety Osuch czy doktora Osucha – ich wspólne marki świetnie wykorzystały tę wiedzę i komunikują na bardzo wysokim poziomie. Nie jest to tylko zasługa mojej edukacji. To zasługa tego, że ich konsekwencja, długoletnia praca, doświadczenie, świetne pomysły na posty i budowanie zaufania wokół marki – dają rezultaty.

Naprawdę przy takich tematach jak medycyna estetyczna – zrobienie z tego tak świetnego storytellingu to mistrzostwo, dlatego z tego miejsca też im chętnie pogratuluję – bo robią swoje konta w mediach zawodowo. I inni powinni się od nich uczyć.

Błędy, które kosztowały fortunę

Sebek: Wspominasz o „najdroższych biznesowych błędach” – braku zapisywania pomysłów, porównywaniu się z konkurencją, zaniżaniu własnej wartości. Który z tych błędów kosztował Cię najwięcej? Jak obecnie organizujesz swoją pracę, żeby unikać takich pułapek?

Marta: Nie umiałabym wskazać który najbardziej, dlatego opowiem o tych najważniejszych.

  • Zaniżanie swojej wartości, spowodowało, że mental na zarabianie dużych pieniędzy na początku był po prostu za słaby. Jeśli sam nie wierzysz, że ktoś Ci zapłaci od 15 do 30 tysięcy za freelancerską usługę – to tego nie sprzedasz. Dopiero po jakimś czasie nauczyłam się myśleć High Ticketem. I myślę, że nie osiągnęłam w tym jeszcze sufitu, chociaż jest całkiem nieźle.
  • Brak zapisywania pomysłów, wiąże się też często z brakiem konsekwentnego  realizowania pomysłów. To błąd – bo z zapisywanych notatek mógłby być spokojnie zarobiony milion.
  • Porównywanie się z konkurencją – ale nie mylić z analizą konkurencji. Bo mamy wiele osób, które twierdzą, że analiza konkurencji nie ma znaczenia. Analiza ma ogromne znaczenie ale porównywanie się dla samego porównywania już nie. Myślę, że u wielu ludzi te porównania związane są raczej z tym słabszym mentalem typu: nie będą taka jak oni albo kiedy ja będę taka jak oni. A to w ogóle nie o to chodzi. Na początku też mnie to triggerowało. Teraz jest już zdecydowanie inaczej.

Jeśli chodzi o moją pracę teraz. Myślę, że jestem sterapeutyzowana. Na tyle, że pozwalam sobie na błędy, ale staram się nie popełniać tych samych.

Sebek: Twoja pierwsza sprzedaż w social mediach przyniosła 3250 zł. Dziś regularnie osiągasz wielokrotnie większe wyniki. Co było kluczowym momentem skalowania? Jak wyglądały Twoje lejki sprzedażowe na początku vs. dzisiaj?

Marta: Myślę, że jeśli chodzi o skalowanie – to kluczowym momentem była świadomość, że w mojej platformie jest coraz więcej klientów i trzeba dać im też inne produkty i przejść na działania automatyczne. Wtedy robiłam o wiele więcej webinarów i dużo live transmission. Teraz zupełnie odwrotnie, bo większość rzeczy robię już w reklamach.

Teraz mam większe doświadczenie. To nie oznacza, że nie robię już webinarów na żywo, ale mam też autowebinary i lejki w reklamie – wtedy wiele rzeczy robiłam organicznie.

Sebek: Możesz zdradzić, które lejki / autowebinary / produkty generują u Ciebie obecnie największe zainteresowanie? Oczywiście w kontekście przekładanie się na generowanie sprzedaży i przychód? Ile wydajesz średnio miesięcznie na reklamę płatną? 

Marta:  Na reklamę płatną wydaję od 10 do 20 tysięcy miesięcznie. Jeżeli mam brać pod uwagę tylko reklamy to najlepiej pod względem zyskowności działają u mnie lejki najprostsze czyli reklama plus potem remarketing. Trzy rzeczy, które zadziałały u mnie dobrze to: 

  • produkt: lejki sprzedaży – w formie Trip wire lub zwykłej dwupakietowej oferty. Produkt od 199 do 297 zł
  • większy ROAS przy mniejszej liczbie sprzedanych sztuk osiągam jednak przy produktach od 547 do 997 zł. 
  • dobrze działa u mnie lejek na kurs z canvy typowy trip wire bez podawania maila – czyli osoba widzi ofertę za 97 zł następnie przechodzi i widzi ofertę skłądającą się z dwóch możliwości. 
  • Dużo dało mi zainstalowanie bump offer. 

Natomiast ja do reklam podchodzę z takim zdrowym rozsądkiem i lubię dzielić się tym uczciwie. Czyli ja bardzo często mam sytuację, gdzie przez 3 dni nie mam żądnej konwersji a potem jest więcej. Po zablokowaniu konta na przykład mojego prywatnego, kiedy było zhakowane – przez miesiąc a nawet dwa nie miałam przychodu, co było związane także z tym, że zwaliło mi się na głowę mnóstwo innych prywatnych rzeczy i to był taki mój duży poważny kryzys, bo bałam się, że tej straty nie odrobię. Ale odrobiłam. 

Dlatego reklama bardzo często jest dla mnie takim balansowaniem pomiędzy strategią a loterią. 

Miałam kiedyś sytuację – w której reklama kosztowała mnie (dosłownie) 14 zł a ktoś kupił za to mentoring za 15 tysięcy. 

A mialam reklamę na którą wydawałam 2 tysiące i byłam na minusie. Dlatego podchodzę do reklamy tak, że jest nieprzewidywalna. 

Zobacz też: Ile kosztują reklamy na Facebooku?

Automatyzacje vs. relacje

Sebek: Podkreślasz, że „ludziom potrzebni są ludzie i relacje są na wagę złota”. Jak godzisz automatyzację z budowaniem autentycznych relacji? Na jakie wskaźniki patrzysz, oceniając skuteczność swoich działań?

Marta: Wiele rzeczy robię automatycznie, ale to właśnie w ciągu ostatnich dwóch lat doszłam do wniosku, że konsultacje i mentoring przynoszą mi najwięcej satysfakcji, bo mam poczucie, że pracuję bliżej z ludźmi i mam z nimi kontakt 1 na 1. Także relacje głębsze buduję właśnie przy produktach, których nie da się skalować. I jestem z tego zadowolona, ponieważ dawno nie czułam takiego flow w działaniu. Mam na swoich mentoringach bardzo fajnych i ambitnych ludzi i mam poczucie, że robimy coś wielkiego.

Jeśli chodzi o swój mental – uczestniczę w dwóch mastermindach. I tak się złożyło, że jeden jest męski i jestem tam rodzynkiem. A drugi jest żeński. I to się bardzo dobrze ze sobą układa. Tam też buduję relacje.

Jeśli chodzi o wskaźniki to patrzę na te namacalne i te, których nie widać.

Jak każdy patrzę na ROI. Jak każdy patrzę na to, jaką mam konwersję z zapisów na newsletter czy sprzedaży.

Ale bardziej od tego mierzę teraz to, czy jestem zadowolona ze swojej pracy. Czy czuję się z nią dobrze. Czy to jest to, co chcę robić.

Potrzebowałam takiego kubła zimnej wody, bo jakiś czas temu chciałam tylko skalować, przejść tylko na automatyzację. I udało mi się w jednym roku zarabiać tylko i wyłącznie na automacie.

Ale przyszedł rachunek mentalny i okazało się, że bycie tylko na automacie ma swoje gorsze strony. Czyli masz poczucie, że coś nie styka. Bo nie uczestniczysz w progresie klienta bezpośrednio.

Dlatego teraz działam w lejku hybrydowym. Część sprzedaję na automacie, a część jako praca 1 na 1. I to drugie przynosi mi bardzo dużo energii. Od czasu do czasu tworzę też webinary na żywo.

Sebek: Twierdzisz, że „dzisiaj cena to nie wybór między byciem premium a dostępnym dla każdego”. Jak podchodzisz do wyceniania produktów cyfrowych swoich oraz Twoich klientów? Co decyduje o tym, czy produkt za 199 zł czy 1997 zł będzie lepiej sprzedawać się w konkretnej sytuacji?

Marta: Ceny nie układa się z czapy. Nagrałam o tym kurs, właśnie o strategiach cenowych. Każda wycena związaną jest tak naprawdę z propozycją wartości dla klienta i nie da się bez tego wyceniać produktu. No chyba, że idziemy w kierunku – wszystko po 40 zł – to jak najbardziej wtedy taka wycena jest bardzo prosta.

Droższy produkt jest wtedy, kiedy ktoś w niego wierzy.

Kiedy masz markę, której się ufa.

Kiedy wartość przewyższa cenę.

I kiedy uderzasz w potrzebę.

Kiedy rozwiązujesz problem i masz efekty.

Natomiast trochę w tym światku cenowym porobiło się tak, że z jednej strony mamy twórców, którzy sprzedają swoją wiedzę za grosze – bo tak jest łatwiej nie mając marki. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy sprzedają high tickety. Po środku jest jeszcze klasa średnia, która sprzedaje produkty z półki średniocenowej.

Ale pomiędzy tym wszystkim jest klient. I ta cena będzie zależała tak naprawdę od dwóch rzeczy:

  • Od tego, jakiej segmentacji klienta dokonasz
  • I przede wszystkim od tego, z jakim klientem chcesz a z jakim nie chcesz pracować.

Może opowiem na swoim przykładzie. Jest wiele osób, które szuka cudownego, magicznego środka. Ja miałam już dwie rozmowy z osobami, których pierwszym pytaniem było czy komuś się od razu zwróci 15 tysięcy za mentoring, czy już po 3 miesiącach będzie mieć z tego procent. To są właśnie osoby, z którymi ja nie pracuję. Bo to od wejścia pachnie tym, że kogoś na ten mentoring nie stać.

Strategia marki to coś co się wdraża, testuje i jest wiele innych zmiennych, tak samo jak lejki – najpierw je trzeba zoptymalizować.

Dlatego cena jest też związana z tym, do kogo my ofertę kierujemy. Ja kieruję ją do osób, które chcą zbudować markę i mieć wyniki długofalowe, a nie strzały – strzały to sobie można po kursie online zrobić. I nie trzeba wydawać na to dużych pieniędzy. Markę buduje się procesowo. I na tym procesie się zarabia.

Przyszłość personal brandingu

Sebek: Z Twojej perspektywy – eksperta, który pomógł tysiącom osób w budowaniu marki, w jakim kierunku zmierza branża personal brandingu? Jakie trendy obserwujesz? Co będzie kluczowe dla marek osobistych w najbliższych latach?

Marta: Myślę, że dzisiaj budowanie marki osobistej jest największym narzędziem do zwiększania przychodów. I nie ma drogi na skróty.

Trzeba inwestować w markę osobistą, z perspektywą, że przychód nie będzie zadowalający od razu, ale będzie niebotycznie większy od tych, którzy są dzisiaj „no nejmami” i na tym budują swoją wielkość, bo zarobili 50 tysięcy z reklam.

To zarobili bardzo mało. Bo mając markę i zaufanie można sprzedać 100 razy więcej.

Sebek: Jak AI wpłynie Twoim zdaniem na sposób budowania marek osobistych? Jak Ty się do tego przygotowujesz i wykorzystujesz dostępną technologię?

Marta: Jestem całkowicie uzależniona od AI. I poświęcam jej dużo czasu. Głównie do tworzenia narzędzi do pracy i stron internetowych. Uważam, że mądrzy ludzie będą wykorzystywać AI do świetnych celów. AI najbardziej pomaga mi w analizach konkurencji – to jest mistrzostwo co potrafi zrobić sztuczna inteligencja i tego się trzymam.

Sebek: Skąd obecnie czerpiesz inspirację do dalszego rozwoju? Czy po osiągnięciu tak spektakularnych wyników nadal uczysz się od innych mentorów, czy głównie testujesz własne hipotezy?

Marta: Najwięcej inspiracji obecnie czerpię ze swoich nawyków, ludzi których spotykam i miejsc, do których dążę.

  • Mam swojego partnera produktywności. Spotykamy się raz w tygodniu na podsumowanie celów. A jeśli nie możemy to zdzwaniamy się na Messenger. To mi daje takie poczucie, że ktoś też ogląda moje listy to do i nie ma zmiłuj
  • Mam żeński mastermind, grupę na Instagramie w której praktycznie codziennie dzielimy się jakimiś spostrzeżeniami. Teraz idziemy bardziej w rozwiązywanie problemów mentalnych, bo strategię każdy już ma, więc ciągłe mówienie o biznesie z tej perspektywy to już nie jest nam potrzebne, dlatego idziemy w mental.
  • Mam męski mastermind, gdzie mamy taką zasadę, że nie mamy zasad. Nie rozliczamy się z czasu. Spotykamy się nieregularnie i to są super rozmowy. Jedna z nich spowodowała, że wyszłam z tzw. wyolbrzymiania problemu i wzięłam się do roboty
  • Kupuję bardzo dużo kursów i czytam książki – ale to mam od zawsze, nie od teraz. 

Sebek: Gdyby ktoś chciał pójść w Twoje ślady i stworzyć równie odważną, nietypową markę – od czego polecałabyś zacząć? Jakie są najważniejsze zasady budowania marki, która rzeczywiście wyróżnia się na rynku?

Marta: Dobrze by było, żeby stała za tym jakaś głębsza idea, a nie po prostu coś dziwnego. I to chyba najważniejsze.

Jak dołączyć do załogi St-38?

Sebek: Gdyby ktoś chciał dołączyć do załogi Statku St-38 i skorzystać z Twojego doświadczenia – jak najlepiej się z Tobą skontaktować? Dla kogo są Twoje konsultacje i programy mentoringowe?

Marta: Najlepiej przez stronę mentoringu – jest dostępna tutaj: https://martaidczak.com/mentoring/

Marta Idczak

Od ponad 5 lat jestem Kapitanem Statku ST-38 – mojej autorskiej marki, która od początku była odważnym wyjściem poza schematy. Zanim jednak obrałam ten kurs, przez 15 lat zdobywałam solidne fundamenty w marketingu farmaceutycznym.

Można powiedzieć, że start Statku ST-38 był moim osobistym „rebrandingiem stulecia” – świadomym wyborem, by połączyć twardą wiedzę strategiczną z nieograniczoną kreatywnością i własną, unikalną metaforą. To właśnie ta droga – od korporacyjnych struktur po pełną niezależność twórczą – sprawia, że o budowaniu marki wiem dużo.

Rozumiem zarówno jej solidne, biznesowe podstawy, jak i siłę wiarygodnej, porywającej opowieści.

Sprzedałam ponad 17 tysięcy produktów cyfrowych, z których przychody to kilka milionów. Nie mając 100 tysięcy followersów na Instagramie ani Facebooku, zbudowałam ponad 20-tysięczną listę mailową i +10 tysięcy klientów. Nigdy jednak nie zrzuciłabym tego sukcesu na charyzmę, „yolo” czy spontan.

Zawsze byłam pracowitą, zdyscyplinowaną i konsekwentną osobą. Nie czekałam na to, aż motywacja przyjdzie – po prostu robiłam swoje. Upadałam wiele razy i wiele razy poniosłam porażkę. Także finansową. Ale sukcesów jest więcej.

Może Cię jeszcze zainteresować: