Palpitacje serca o 3 w nocy – Damian Mazurek o cenie kultury „hustle”

Damian Mazurek to inżynier z 15-letnim doświadczeniem w IT, który przeszedł drogę od specjalisty oprogramowania do założyciela Elite Performance Collective – ekskluzywnej społeczności przedsiębiorców, którzy mają wysokie ambicje i biorą odpowiedzialność za swoje życie. Jako Chief Innovation Officer w Software Mind i twórca pięciu biznesów (dwa z sukcesem sprzedał), łączy unikalne kompetencje techniczne z praktycznym doświadczeniem przedsiębiorcy. Po latach pracy po 70 godzin tygodniowo i balansowaniu na granicy wypalenia zawodowego, stworzył autorski system wysokiej wydajności oparty na neurobiologii flow, biohackingu i automatyzacji AI. Dziś wspiera polskich przedsiębiorców w osiąganiu szczytowej produktywności bez poświęcania zdrowia i życia rodzinnego.

Rób mniej, osiągaj więcej

Sebek od Meta Ads: Kiedyś pracowałeś po 70 godzin tygodniowo i balansowałeś na granicy wypalenia, a dziś osiągasz więcej pracując mniej. Co dokładnie sprawiło, że zdecydowałeś się na tak radykalną zmianę podejścia? I od czego zacząłeś tę transformację? 

Damian Mazurek: Przez kilka lat pracowałem w startupie technologicznym zajmującym się IoT. Jak to w startupie, tempo było ekstremalne. Pracowaliśmy praktycznie non stop: po 12 godzin dziennie, bardzo często również w weekendy. W tamtym czasie mocno wierzyliśmy w kulturę „hustle” i maksymalne poświęcenie. Zarywaliśmy noce, w dzień ratowaliśmy się energetykami, jedliśmy byle co, bo „nie było czasu”. Wydawało się, że tak właśnie wygląda droga do sukcesu.

Problem w tym, że ten styl pracy bardzo szybko i bardzo mocno odbił się na moim zdrowiu. Pamiętam dokładnie moment przełomowy, pewnej nocy obudziłem się z silnymi palpitacjami serca. Byłem przekonany, że to zawał. Leżąc wtedy w łóżku, pierwszy raz naprawdę dotarło do mnie, że jeśli nic nie zmienię, to ta droga po prostu źle się skończy.

To był moment, w którym zacząłem zadawać sobie pytanie: czy naprawdę musi to tak wyglądać? Czy da się pracować inaczej, skuteczniej, ale bez niszczenia siebie po drodze?

Całkiem przypadkowo trafiłem wtedy na wideo Bena Greenfielda na YouTubie. Opowiadał o biohackingu, o świadomym zarządzaniu energią, zdrowiem i długowiecznością. To było dla mnie jak otwarcie zupełnie nowych drzwi. Zobaczyłem, że można podejść do siebie i do pracy systemowo, optymalizować nie tylko firmę czy projekty, ale też własne ciało, umysł i sposób funkcjonowania.

Od tego momentu zacząłem bardzo głęboko wchodzić w ten temat, testować, czytać badania, eksperymentować na sobie i szukać alternatywnej drogi. To był początek transformacji, która z czasem całkowicie zmieniła moje podejście do pracy, produktywności i życia jako całości.

Sebek: Współtworzyłeś 5 biznesów, z których dwa sprzedałeś – Chmurowisko przejęte przez Software Mind i projekt Jak Nie Umrzeć przez uPacjenta. Jak wyglądał proces podejmowania decyzji o sprzedaży? Czy to była strategia „buduj, żeby sprzedać”, czy raczej naturalna ewolucja biznesów?

Damian: W rzeczywistości współtworzyłem sześć firm – cztery w Polsce i dwie poza nią. I co ważne: w żadnym z tych przypadków nie wychodziłem od założenia „buduj, żeby sprzedać”. Zawsze interesowało mnie budowanie realnej wartości, zespołu, kompetencji, produktu lub usługi. Tutaj zawsze z tyłu głowy mam pewne powiedzenie (nie pamiętam autora niestety): skup się na dawaniu wartości i realnej zmianie, a reszta przyjdzie sama.
Zarówno w przypadku Chmurowiska, jak i projektu „Jak Nie Umrzeć”, była to raczej naturalna ewolucja niż zaplanowany exit. Biznesy rosły, dojrzewały, a w pewnym momencie okazywało się, że kolejny etap rozwoju lepiej zrealizować w większym ekosystemie niż samodzielnie.

W Chmurowisku doszliśmy do momentu, w którym skala projektów, potrzeby klientów i dynamika rynku cloudowego zaczęły wymagać zupełnie innego zaplecza – organizacyjnego, sprzedażowego i operacyjnego. Połączenie z Software Mind było logicznym krokiem, który pozwolił zespołowi i klientom wejść na wyższy poziom, zamiast próbować „na siłę” skalować wszystko samemu. Dodatkowo ćwiczenie to pomogło nam lepiej otworzyć się na rynki zagraniczne, w szczególności rynek USA.

Podobnie było z „Jak Nie Umrzeć”. Projekt miał bardzo silną misję i potencjał, ale potrzebował dodatkowego zaplecza i podmiotu, który będzie w stanie maksymalnie się w to zaangażować.

Stan flow

Sebek: Jesteś „certyfikowanym ekspertem stanu flow”. Co to konkretnie oznacza i jak nauczyłeś się wchodzić w stan flow „na zawołanie”? Czy możesz opisać kilka najskuteczniejszych technik, które stosujesz? I z jakimi korzyściami się to wiąże?

Damian: Podczas drogi optymalizacji siebie i swojej produktywności w pewnym momencie doszedłem do wyraźnego sufitu, który bardzo trudno było mi przekroczyć. Pracowałem mądrze, byłem zdyscyplinowany, znałem narzędzia produktywności – a mimo to progres wyraźnie zwolnił. Wtedy zacząłem zadawać sobie pytanie: jak robią to topowi high-performerzy w USA – ludzie, którzy regularnie osiągają ponadprzeciętne, wręcz niewiarygodne rezultaty?

Właśnie w ten sposób trafiłem na Flow Research Collective – instytucję zajmującą się badaniami nad stanem flow, wysoką produktywnością i neuronauką. W tamtym czasie była to również jedna z topowych jednostek edukacyjnych na świecie, pracująca z najlepszymi firmami i przedsiębiorcami w USA. Dziś FRC zaprzestało działalności szkoleniowej i koncentruje się wyłącznie na pracy badawczej.

Dołączyłem do ich 8-miesięcznego programu bazowego, który w całości opierał się na maksymalizacji produktywności poprzez świadome wykorzystywanie stanu flow oraz mechanizmów neurobiologicznych. Zmiany w moim sposobie działania po tych ośmiu miesiącach były na tyle przełomowe, że postanowiłem kontynuować edukację i przejść pełną certyfikację ekspercką z zakresu stanu flow. Cały proces od pierwszego szkolenia do certyfikacji trwał około dwóch lat. 

Odpowiadając na Twoje drugie pytanie, stan flow to zjawisko pełnego zanurzenia i maksymalnego skupienia na wykonywanej czynności, w którym produktywność, kreatywność i jakość decyzji rosną wielokrotnie. Wiele osób myśli o flow w sposób binarny: albo jesteśmy we flow, albo nie. Tymczasem w rzeczywistości jest to cykl składający się z czterech faz:

  1. fazy zmagania,
  2. fazy uwolnienia,
  3. właściwego stanu flow,
  4. oraz fazy regeneracji.

Jeżeli chcemy realnie zoptymalizować czas spędzany we flow, musimy nauczyć się zarządzać całym tym cyklem, a nie tylko samym momentem „flow właściwego”. Kluczowe jest to, aby potrafić efektywnie wejść w ten stan, utrzymać go przez optymalny czas (zwykle 90-120 minut), a następnie dobrze się zregenerować, tak aby możliwe było przejście do kolejnego cyklu bez przeciążenia układu nerwowego.

Jeśli chodzi o konkretne techniki, to fundamentem są tzw. wyzwalacze stanu flow – czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo wejścia w ten stan. Naukowo potwierdzono 22 takie wyzwalacze. W praktyce każda osoba ma zwykle około pięciu kluczowych, które działają na nią najsilniej. Odkrycie ich i strategiczne wykorzystywanie daje ogromną przewagę.

Dla osób, które chcą je zidentyfikować u siebie, przygotowałem darmowy test, dostępny tutaj: https://flow.eliteperformancecollective.com

W moim przypadku najsilniej działają: odpowiedni poziom wyzwania względem umiejętności (zadanie zawsze musi być trudniejsze niż moje aktualne kompetencje), autonomia działania, pełne skupienie bez rozproszeń, kreatywność i pasja, a także jasno zdefiniowane cele.

Wiedząc, że to właśnie te elementy najszybciej wprowadzają mnie w stan flow, moim zadaniem stało się świadome projektowanie środowiska pracy i nawyków przed rozpoczęciem pracy, tak aby maksymalnie skrócić czas wejścia w ten stan i móc z niego korzystać regularnie, niemal „na zawołanie”.

Sebek: W Elite Performance Collective łączysz trzy filary: flow, biohacking i AI. Odnoszę wrażenie, że każdy z tych obszarów wymaga ogromnej wiedzy specjalistycznej. W jaki sposób osiągasz synergię tych obszarów? W jaki sposób poznajesz nowe możliwości, testujesz, wdrażasz i jeszcze dzielisz się tym ze społecznością? 

Damian: Po przejściu szkoleń związanych ze stanem flow zrodziła mi się bardzo konkretna idea. Pomyślałem: co jeśli potraktujemy flow nie jako odizolowaną koncepcję produktywności, ale jako centralny punkt, który można wzmocnić kolejnymi dźwigniami – biologią i technologią?

Stan flow w swojej istocie sprowadza się do bardzo podstawowych mechanizmów działania naszego mózgu i układu nerwowego. Mówimy tu o odpowiednim poziomie neuroprzekaźników (głównie dopaminy i norepinefryny), o balansie pomiędzy dwiema gałęziami autonomicznego układu nerwowego, o zdolności organizmu do utrzymania głębokiego skupienia przez dłuższy czas oraz o jakości regeneracji po wysiłku poznawczym.
I w tym momencie pojawia się naturalne pytanie: skoro rozumiemy te mechanizmy, to dlaczego nie mielibyśmy ich dodatkowo zoptymalizować?

Tutaj wchodzi biohacking, czyli świadoma praca z naszym biologicznym „hardware’em”. Poprzez optymalizację naszej biologii jesteśmy w stanie stworzyć warunki, w których flow pojawia się częściej, trwa dłużej i nie prowadzi do wypalenia. Biohacking pozwala zadbać o to, żeby wysoka produktywność nie odbywała się kosztem zdrowia, tylko była z nim spójna.

Kolejnym krokiem było pytanie: a co jeśli dołożymy do tego technologię, szczególnie AI, jako trzecią dźwignię?
Technologia pozwala dziś nie tylko automatyzować zadania, ale też radykalnie zmniejszać obciążenie poznawcze, skracać czas przechodzenia od pomysłu do realizacji i eliminować ogromną ilość pracy niskiej wartości. AI stało się dla mnie sposobem na ochronę czasu i energii, które mogę przeznaczyć na pracę głęboką i kreatywną, czyli dokładnie tam, gdzie flow ma największą wartość.

Bardzo mocno rezonował ze mną fragment książki Jak zostać mistrzem, w którym Greene pisze, że prawdziwe mistrzostwo powstaje wtedy, gdy po osiągnięciu biegłości w jednej dziedzinie zaczynamy łączyć ją z innymi kompetencjami i doświadczeniami, które zdobyliśmy wcześniej. I dokładnie to zacząłem robić. Flow było fundamentem, a biohacking i technologia były obszarami, które zgłębiałem od lat i które naturalnie się z nim połączyły.

W ten sposób powstała bardzo konkretna nisza, synergia flow, biohackingu i AI, która pozwala przenieść produktywność i efektywność działania na zupełnie inny poziom. Nie chodzi tu o robienie „więcej”, tylko o robienie rzeczy we właściwym stanie, przy minimalnym koszcie biologicznym i z maksymalnym wykorzystaniem dostępnych narzędzi.

Jeśli chodzi o testowanie i wdrażanie, działam w trybie ciągłych eksperymentów. Najpierw sprawdzam rozwiązania na sobie, w kontrolowany sposób, mierząc efekty. Dopiero to, co faktycznie działa w praktyce, trafia do Elite Performance Collective. Społeczność jest dla mnie jednocześnie beneficjentem i współtwórcą, dzielę się procesem, wnioskami, błędami i gotowymi protokołami, zamiast abstrakcyjnych teorii. Dzięki temu wiedza nie zostaje na poziomie inspiracji, tylko realnie przekłada się na wyniki działania.

Sebek: Testujesz na sobie różne protokoły biohackingu. Od metody Wima Hofa po optymalizację snu za pomocą Oura Ring. Jakie odkrycia dotyczące wpływu biologii na Twoją produktywność były dla Ciebie najbardziej zaskakujące? Które eksperymenty okazały się najważniejsze?

Damian: Największe przełożenie na produktywność ma dla mnie optymalizacja poziomu regeneracji, co w praktyce sprowadza się do priorytetyzowania jakości snu, regularnego stosowania aktywnych przerw w ciągu dnia oraz budowania ogólnej rezyliencji organizmu. To są fundamenty, bez których żadna strategia produktywności nie zadziała długofalowo.

Jednak jedną z rzeczy, która mnie zaskoczyła ostatnio, był ścisły związek pomiędzy parametrem VO2Max a tym, jak długo jestem w stanie utrzymać maksymalną koncentrację. Pracując nad poprawą tego wskaźnika wydolności tlenowej, zauważyłem, że zwiększył się czas, w którym mogę efektywnie przebywać w stanie flow, co jest dla mnie kluczowe.

Polscy Przedsiębiorcy

Sebek: Prowadzisz społeczność ambitnych przedsiębiorców. Prowadzisz mentoringi. Prowadzisz rozmowy z wieloma właścicielami firm na różnych etapach biznesu. Jakie są najczęściej powtarzające się wzorce problemów, przez które przechodzą polscy przedsiębiorcy? Czy różnią się od przedsiębiorców globalnych?

Damian: Widzę kilka powtarzających się wzorców, które można by nazwać „głównymi problemami” polskich przedsiębiorców, zwłaszcza tych, którzy aspirują do bycia high-performerami. Główne problemy, które często obserwuję to:

  • Prokrastynacja – często ukryta pod płaszczykiem bycia „zajętym” pracą o niskiej wartości.
  • Productivity guilt – poczucie winy, gdy nie jest się w trybie ciągłej pracy, co utrudnia efektywną regenerację.
  • Przepracowanie i nagromadzenie wysokiego obciążenia allostatycznego – praca na stałym wysokim poziomie stresu, prowadząca do wypalenia zawodowego.
  • Brak wsparcia osób, które rozumieją ich problemy – poczucie izolacji i brak możliwości wymiany doświadczeń na odpowiednim poziomie.
  • Ciągłe balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy porażką a sukcesem oraz zbyt duże napięcie emocjonalne z tym związane.
  • Nie poświęcanie czasu na pracę nad biznesem, tylko praca w swoim biznesie – ugrzęźnięcie w operacyjności zamiast strategicznym rozwoju.
  • Często brak strategii działania długoterminowej.

Jeśli chodzi o różnice w stosunku do przedsiębiorców globalnych, to powiedziałbym, że w fundamentalnych mechanizmach psychologicznych i problemach z produktywnością jesteśmy podobni. Jedyne, czego nam często brakuje, to takiego „think big” – często nie myślimy o tym, żeby działać globalnie czy skalować się na wczesnym etapie. Jest też oczywiście zauważalna różnica w ekosystemie i dostępie do kapitału, w szczególności gdy spojrzymy na rynek USA.

Sebek: Celowo ograniczasz dostęp do społeczności zamiast skalować masowo. Skąd taka decyzja? 

Damian: Ta decyzja jest celowa i strategiczna. W Elite Performance Collective nie chodzi o masowe skalowanie, ale o budowanie ekosystemu dla ambitnych przedsiębiorców, a do tego potrzeba innej strategii.

Naszym celem jest wsparcie mniejszej, wyselekcjonowanej grupy osób, po to, aby dostarczyć im znacznie większą, wręcz przełomową wartość i zbudować z nimi coś wartościowego. Elite Performance Collective to ekosystem, który ma za zadanie pracować na trzech poziomach:

  1. Efektywności personalnej (Flow & Biohacking): Maksymalizacja produktywności i zarządzanie energią.
  2. Budowaniu umiejętności i wiedzy biznesowej: Wsparcie w strategicznym rozwoju i skalowaniu firmy.
  3. Skalowaniu projektów za pomocą aktywnych inwestycji w nie.

W związku z tym, chcemy się skupić na mniejszej ilości osób, ale dać im maksymalną wartość, stworzyć silne relacje i razem osiągnąć coś niesamowitego.

Zarządzanie czasem i zadaniami

Sebek: Łączysz rolę Chief Innovation Officer w Software Mind, prowadzenie Elite Performance Collective, studio gier indie, ojcostwo czwórki dzieci,  wykładasz na uczelniach wyższych i jeszcze rozpocząłeś przygodę z Hyrox. Jak praktycznie organizujesz swój czas? Czy planowanie czasu z rodziną to dla Ciebie przesada, czy konieczna higiena?

Damian: Rzeczywiście, łączenie roli CIO, prowadzenia biznesów, wykładania, bycia ojcem czwórki dzieci i treningów pod Hyrox brzmi jak wyzwanie, ale właśnie dlatego stosuję metodologię, której uczę. Przy takiej intensywności działań nie ma miejsca na improwizację – potrzebny jest system.

Stosuję tutaj tzw. Poddanie Kalendarzowe. Planuję swój czas w 7 kategoriach: działania zorientowane na cel, pozostała praca, sen, regeneracja i aktywność fizyczna, czas dla bliskich, działania o wysokim potencjale (budowanie dźwigni i samorozwój), rozrywka.

Staram się mieć zaplanowany czas na wszystko. Ktoś powie, że tracimy wtedy spontaniczność i jesteśmy jak roboty. Prawda jest natomiast taka, że dopiero wtedy zyskujemy prawdziwą wolność. Jest takie powiedzenie, że jeśli nie my zaplanujemy nasz czas, to ktoś inny to zrobi – praca, social media czy inne elementy, które zabierają nam czas, a my wejdziemy w tryb reaktywny.

Drugim elementem, który stosuję, jest wykorzystanie ograniczeń do kreatywnego rozwiązywania problemów i optymalizacji. Działa to na takiej zasadzie, że zastanawiam się, jak mogę zrealizować wszystkie moje plany, mając pewne ograniczenia związane z czasem, zasobami czy możliwościami. Identyfikuję, gdzie one się znajdują, a następnie zastanawiam się, co muszę zmienić w moich systemach działania, abym był w stanie osiągnąć założone cele.

Perspektywa i przyszłość

Sebek: Patrzysz na rozwój Elite Performance Collective przez perspektywę „budowania ekosystemu przyszłych liderów biznesu”. To brzmi bardzo ambitnie. Jak konkretnie chcesz zmierzyć sukces tej misji za 5-10 lat?

Damian: Patrzę na to bardzo konkretnie. W przeciągu najbliższych 10 lat plan jest taki, aby łączna wartość wystartowanych inicjatyw biznesowych przez osoby z naszego ekosystemu przekroczyła 5 miliardów dolarów. To jest nasz mierzalny, ambitny cel, który świadczy o realnym wpływie na polską i globalną przedsiębiorczość. Nie chodzi o masę, ale o kreację przełomowej wartości, która ma globalny zasięg.

Sebek: Jaką jedną praktyczną radę dałbyś polskiemu przedsiębiorcy, który czuje, że pracuje coraz więcej, a osiąga coraz mniej? Co może zrobić już dziś, żeby rozpocząć swoją transformację?

Damian: Na jego miejscu wykonałbym jedno proste ćwiczenie. Zaplanowałbym sobie dwie godziny czasu w przeciągu najbliższego tygodnia i zrobiłbym sesję identyfikacji wąskich gardeł. Zastanowiłbym się wtedy co aktualnie jest jedną rzeczą, która najbardziej ogranicza mój biznes i sprawia, że stoję  w miejscu. Robiąc to ćwiczenie trzeba przede wszystkim odłączyć się emocjonalnie od sytuacji i spojrzeć na nią z dystansu, jako taki zewnętrzny konsultant. Następnie przeanalizować ostatni okres (jeśli robimy taką sesję pierwszy raz, to najlepiej skoncentrować się na ostatnich 2-3 miesiącach) i namierzyć wszystkie rzeczy, które nie poszły według naszych planów, wszystkie elementy, które wzbudzały w nas frustrację, kosztowały nas dużo energii, które nie działały. Zastanowić się co było tego przyczyną, co nie działa w naszym systemie pracy, jakich umiejętności, zasobów, ludzi, narzędzi nam brakuje. Gdy już zidentyfikujemy nasze główne wąskie gardło, zaplanujmy 20% czasu w tygodniu na jego rozwiązanie. Jest to podejście, które bazuje na teorii ograniczeń i jest jednym ze skuteczniejszych sposobów na poprawę efektywności działania naszej organizacji.

Jak się skontaktować?

Sebek: Gdyby ktoś chciał skorzystać z Twoich produktów lub usług, to jak najlepiej się z Tobą kontaktować?

Damian: Najlepiej zrobić to przez stronę damianmazurek.pl Można przez nią umówić się na krótką rozmowę ze mną i dowiedzieć się więcej o projektach, które realizuję.

Damian Mazurek
Przedsiębiorca, inwestor i certyfikowany ekspert stanu flow.
Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci.

Może Cię jeszcze zainteresować: